Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Włochy na przedwiośniu - klasyczne tiramisu

Kulinarnie, Włochy to chyba mój ulubiony kraj. Bogactwo smaków i aromatów zachwyca, a prostota większości potraw tylko podkreśla co w jedzeniu jest najważniejsze - przyjemność! Francuska kuchnia podobno też jest wspaniała, ale jakoś ciągle mam z nią nie po drodze (pomijając oczywiście tarty i quiche). Może to zasługa pizzy, a może makronów, ale Włochy i włosi, i ich gotowanie to, dla mnie, kwintesencja lata i słońca.
Tiramisu wydaje się być najbardziej znanym deserem z Półwyspu Apenińskiego i w każdej, absolutnie każdej, włoskiej restauracji jest na czele menu. Jeśli ktoś nie umie gotować - idealne rozwiązanie to właśnie wybrać się w miejsce gdzie ktoś dla nas przygotuje ten cud cukierniczy, ale prawda jest taka, że tiramisu jest niezwykle proste i nie trzeba posiadać żadnych kwalifikacji kulinarnych, by cieszyć się kawowo-śmietankowym smakiem rozpływającym się w ustach.
Przepis, który Wam dziś zaproponuję jest najlepszym i najprostszym jaki kiedykolwiek wykorzystałam w czasie przygotowywania tego deseru. 
Słońce za oknem, więc nie ma już na co czekać, lato w kuchni z tiramisu czas zacząć! 

wtorek, 31 marca 2015

Ciasto jak mech zielone - w oczekiwaniu na Wielkanoc

Nie denerwujcie się, ale dziś znowu mam dla Was coś z granatem... To nie to, że gotuję tylko ostatnio potrawy z granatem... jakoś tak po prostu wyszło :)
Zaczął się Wielki tydzień i nawet Ci, co nie świętują Wielkanocy mają długi weekend na końcu tegoż tygodnia, co oznacza, że należy się właściwie przygotować. Wszyscy wiemy jak ważne jest ciasto w czasie świąt, również wszyscy czujemy, że nie ma co piec w kółko tego samego każdego roku. Dlatego też mam dla Was przepis, który ożywi wasz wielkanocny stół, nie tylko kolorem, ale całym swoim wyglądem i smakiem. Nie, nie potrzeba zielonego barwnika!
Z wyglądu efektowne, w smaku wspaniałe... czego chcieć więcej?? Granatu!! Tak, powoli mija okres na granaty także spieszcie się!!!! 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Czekoladowe ciasto z granatem na pochmurną pogodę!

Z nowym rokiem świeżym krokiem :) Długo myślałam jaki przepis dla Was opublikować jako pierwszy w 2015 i zadecydowałam, że będzie to ten, który miał być ostatni w 2014, ale nie zdążyłam. Na ten przepis czekałam całe życie (nie wymyśliłam go sama, ale prawda jest taka, że ja nie mam cierpliwości do próbowania co wyjdzie w pieczeniu - skoro piekę ciasto to chcę je zjeść! Nie mam wykształcenia cukierniczego, a i im nie zawsze wychodzi! Po co mam się męczyć jeśli jest tyle wspaniałych przepisów na słodkości, które mogę sprawdzić? Choć prawdę powiedziawszy nie wszystkie przepisy jakie znajdę zachowują swoje proporcje, ale baza zawsze jest i nie muszę od zera zaczynać :)) To powiedziawszy przejdę do rzeczy ważnych, bo ten przepis... ten przepis jest wspaniały! Jest słodki i wytrawny, i czekoladowy, i owocowy, i w ogóle jest taki, że och! A najważniejsze jest to, że jest to ciasto z owocem granatu, a owoc granatu jest najważniejszym owocem w mojej kuchni! Uwielbiam granat! Jego kwaśny smak i małe pesteczki, jego łatwość obierania i to, że jest, podobno, dietetyczny! Jak ze wszystkim sezonowym, z jednej strony bardzo mi przykro, że trudnością byłoby upieczenie tego ciasta w środku lata, ale z drugiej dzięki temu działa zasada "dóbr rzadkich" i jak już mam granat to moje szczęście jest przeogromne!!!!!


poniedziałek, 17 listopada 2014

Super extra ciasto gruszkowo-czekoladowe

A.S.: Napisałam tego posta w czwartek, ale w całej ludzkiej (mojej) ułomności zamiast opublikuj wcisnęłam zapisz :/ Przepraszam!
Miałam ten przepis opublikować na Wszystkich Świętych, pamiętacie? Ale gofry weszły mi w paradę... Nie mniej jednak jest to przepis, którym muszę się podzielić, bo jest pyszny i prosty, a wygląda tak, że osoby częstowane nim będą w zachwycie nad waszymi umiejętnościami! Wszystko o co nam chodzi, prawda? Gości mieliśmy w piątek i na pewno na nich zrobiło wrażenie :) w sobotę także to ciasto cieszyło się wielkim powodzeniem. 
Gruszka jest takim owocem, który nie jest łatwy w cieście. Przeważnie dość soczysta leje się do ciasta i sprawia, że nie piecze ono się tak jak powinno. Jest dużo ciast z innymi mokrymi owocami, jak śliwki, truskawki, czy maliny, ale gruszki jakoś nie cieszą się takim powodzeniem, może ze względu na swój smak, który jest tak na prawdę dość słodki, ale nie za bardzo wyrazisty. W tym przepisie, może nie wydobywamy jakiś niesamowitych walorów smakowych gruszki, ale dzięki temu, że jest otoczona dość wytrawnym czekoladowym ciastem jej słodkość jest właśnie tym co sprawia, że w całości nasz deser ma smak niesamowity!


wtorek, 12 sierpnia 2014

Gdy potrzebna czekolada :)

Gdy jestem w złym humorze nie ma aż tylu rzeczy, które są w stanie mi go poprawić (a już pytanie co mi jest i dlaczego jestem zła ma skutek przeciwny do zamierzanego!). Na czele listy poprawiaczy humoru znajduje się czekolada, a już absolutnym hitem jest czekolada w połączeniu z paluszkami (precelkami) i coca-colą! Nie ma lepszego lekarstwa na chandrę! Wada tego sposobu polega na tym, że albo trzeba mieć sklep blisko domu, albo zawsze czekoladę w kredensie... Jest też inny sposób na pozyskanie trochę glukozy z magnezem, a mianowicie upieczenie ciasta czekoladowego. Jest na takie ciasto wiele przepisów: z bardziej lub mniej czekoladowym efektem, ale skoro nie mamy czekolady, że zjeść ją samą to tym bardziej nie mamy jej tyle, aby wepchać ją do ciasta, prawda? Irytująca niezmiernie jest taka sytuacja! A, że sklepu nietu to musimy czymś super czekoladowe ciasto zastąpić i tu już nie ma lepszego sposobu niż tradycyjne (mniej lub bardziej) brownie, czyli murzynek, gdzie z powodzeniem używamy kakao. Przepis, który mam dziś dla Was jest prosty jak zagotowanie wody, szybki i niezawodny. Będzie także doskonałym podkładem pod krem i galaretkę, jeśli chcemy pójść w bardziej fancy wersję. To co? Zły humor was gnębi? Do dzieła!! 
Ach! Zdjęcie pochodzi z konkursu, w którym brałam udział, i ma przedstawiać czapkę Sherlocka Holmesa :)

sobota, 26 lipca 2014

O tym, dlaczego ciasto drożdżowe to risky business, gdy na dworze 30 st.

Ciekawe ile w tym roku lato potrwa? Jak myślicie?  Czy na długi weekend sierpniowy będzie pogoda? Ja mam nadzieję, że tak, bo mam plany. Niezbyt ambitne ale zawsze to plany (chyba, że dostanę pracę w Londynie - w takim wypadku plany są inne, ale także na wyspach życzyłabym sobie przyzwoitej pogody :-)
Nie opublikowałam nic od jakiegoś czasu z prostego powodu: przy tej temperaturze nie tylko ciasto drożdżowe nie chce współpracować - mój mózg niestety nie zachowuje się wiele lepiej :P W skrócie jeśli jest za zimno ciasto drożdżowe nie wyrośnie, natomiast jeśli jest za ciepło będzie się rozpuszczać (trochę). Z dwojga złego chyba lepiej, że rośnie i nie chce współpracować jeśli chodzi o, hmm, wizualną część, niż jeśli nie rośnie i jest twarde po upieczeniu.
Jako, że jak wspomniałam sklecenie porządnego wstępu graniczy z cudem teraz dla mnie (a dodatkowo moje moce twórcze przeznaczam na dwa inne projekty pisarskie, plus szyję sobie nową pościel) bez dalszego przedłużania podaję przepis na te wspaniałe, wspaniałe włoskie drożdżowe rogaliki!!

wtorek, 8 lipca 2014

Kolorowe muffinki, czyli co piec gdy na dworze jest gorąco

Ufff... tak gorąco! Wspaniale! Uwielbiam lato i uwielbiam upały. Taka pogoda jaka była te ostatnie kilka dni to moja ulubiona pogoda, do pełni szczęścia brakuje mi tylko morza i plaży. Jednak jak się nie ma co się lubi to się lub co się ma :D Można cały dzień (jak się nie pracuje :P) spędzić w ogródku, a do ogródkowego lenistwa potrzebny jest odpowiedni prowiant. Słodkości nie są może optymalnym pożywieniem, ale whatever! 
Muffiny, które dziś Wam zaproponuję chodziły za mną już od dłuższego czasu... od kiedy znalazłam przepis na tort dla M. i w rogu było zdjęcie tych uroczych babeczek. Moje polane są lukrem, bo 30 stopni, pluch chciałam wypróbować fioletowy barwnik, którego moc jest wielka! Sypnęłam szczyptę, a lukier przybrał kolor bardzo ciemno fioletowy...
Muffiny są chyba najprostszym do przygotowania słodkim poczęstunkiem - wystarczy wieszać, i to nie za bardzo, żeby nie były zbite, i gotowe! W tych utrudnieniem drobnym jest kwestia kolorowości - trzeba tak posypkę wymieszać, aby się nie rozpuściła. Poza tym trzask! prask! i gotowe :)
Dziś taki króciutki wstęp, bo śpieszę się jak mogę, aby na mecz zdążyć, a jeszcze truskawki na dole czekają :)

środa, 2 lipca 2014

Połowa roku - ciasto z okazji święta: cytrynowe makaroniki

Niebezpiecznie zbliżyliśmy się do połowy tego roku 2014. Miał to być rok przełomowy w moim życiu, tak przynajmniej czułam gdy o 00:05 popijałam 2 kieliszek szampana i dojadałam resztki sylwestrowej kolacji. Nigdy nie byłam z tych co obsesyjnie pragną świętować koniec i początek roku. W swoim 25-letnim życiu byłam na kilku imprezach sylwestrowych i żadna nie utrwaliła mi się jakoś niezwykle. Może ta spędzona w Krakowie, gdzie byłam świadkiem epickich rozstań i pączkowania nowych romansów, sama pozostając chłodnym obserwatorem (znałam tylko gospodarza, a bardzo społeczna to ja nie jestem, więc... ekhm). W każdym razie u progu Nowego Roku miałam nadzieję, że znajdę super pracę (w Londynie!!), a reszta jakoś sama się ułoży... Na razie ciągle mieszkam w Polsce i powoli piszę moją książkę, w międzyczasie gotując pyszności dla mojej rodziny, którymi później dzielę się z wami. 
Skoro jednak już ustaliłam, że zbliżamy się do połowy roku 2014 postanowiłam ten fakt uczcić (choć kiedy dokładnie połówka wypada nie wiem i raczej nie będę sprawdzać, żeby się nie załamywać). Nie ma lepszego sposobu, by coś uczcić niż upieczenie jakiegoś dobrego ciasta. Wyborów było kilka, do końcowej rozgrywki trafiły waniliowe, kolorowe muffinki z waniliowym kremem, monkey bread i żółte makaroniki. Wszystkich 3 rzeczy nie mogłam na raz upiec, więc zdecydowałam się na żółte makaroniki, głównie dlatego, że już od dawna chciałam ich spróbować (tak, wyjście do cukierni nie wydaje mi się najprostszym rozwiązaniem).


środa, 18 czerwca 2014

Jesienne ciasto dyniowe, czyli Mistrzostwa Świata w Brazylii trwają

Lodowe ciasto dyniowe upiekłam prawie dwa tygodnie temu (w piątek) na pocieszenie, choć już nie pamiętam dlaczego miałam zły humor... A, że teraz w czasie Mistrzostw Świata nie mam aż tyle czasu na kulinarne rewolucje, więc po kolei będę pisała o pysznych rzeczach, które zrobiłam już jakiś czas temu, a nie opublikowałam, bo... nie. 

piątek, 30 maja 2014

Rabarbarowy sezon - część I

Wiosna w pełni, a więc czas na super wyjątkowe owoce i warzywa. Jednym z takich warzyw (tak, warzyw!) jest rabarbar. W Polsce tradycyjnie raczej używamy go w, nazwijmy to tak, domowym przemyśle cukierniczym. Jego kwaskowaty smak sprawia, że nasze słodkości nabierają zupełnie nowego i unikalnego waloru. W tym sezonie rabarbarowym na razie udało mi się wykorzystać go dwa razy i dziś podzielę się jednym z przepisów. 
Dlaczego rabarbar się nam dobrze kojarzy? Ponieważ jest to niewyszukane warzywo, rośnie w wielu ogródkach i nawet, gdy nie było specjalnie dużo pieniędzy w pierwszej połowie lat 90. na płody ogródka zawsze można było liczyć, a jednym z takich płodów był właśnie rabarbar.
Do dziś pamiętam kompoty z rabarbaru (nigdy, w moim odczuciu, nie dość słodkie) i ciasta drożdżowe z kruszonką i rabarbarem: to były chyba dwa najbardziej przebojowe sposoby wykorzystania rabarbaru u mnie w domu.
Tarta z rabarbarem, której przepis zaraz wam przedstawię, powstała dziś rano, gdy odkryłam, że mam jeszcze całkiem sporo łodyg ukrytych w szafce i jak najbardziej gotowych do zjedzenia (ukrytych w szafce, bo w sobotę wykorzystywałam rabarbar pierwszy raz w tym roku, część została i ktoś schował do szuflady, a ja zapomniałam... ot ci skleroza...).

Przepis jest silnie inspirowany przepisem na Tartę z rabarbarem Marty Gessler znalezionym w Wysokich Obcasach.