Gdy na dworze szaro, buro i wystawienie dużego palca u nogi za drzwi (żeby było dramatycznie, ale niezbyt tragicznie) wydaje się nadludzkim wyczynem trzeba znaleźć jakieś miejsce w którym moglibyśmy się pocieszyć. Łóżko zawsze wydaje się być dobrym rozwiązaniem (nie, nie! robimy herbatę i czytamy książkę... pfff!), najlepiej takie z widokiem na świat! Dla mnie zawsze rozwiązaniem jest kuchnia, bo skoro za oknem szaro to choć na stole może być kolorowo.
Choć podczas obróbki termicznej większość zielnych warzyw traci swój żywy, świeży kolor to są takie, w innych kolorach, które nawet po ugotowaniu kuszą kolorem. Jednym z takich warzyw jest kukurydza. Gotowana na parze kukurydza lekko posypana solą to już kulinarne niebo (dla tych co lubią jej słodkawy smak), ale zamieniona w zupę - to już zupełnie inny poziom uwielbiania!
Zanim zrobiłam ją pierwszy raz spotkałam się z dużą ilością powątpiewania ze strony... wszystkich właściwie. Nie wiem co w stwierdzeniu zupa kukurydziana jest takiego, że każe ludziom nie dawać wiary w jej niebiański słodko-ostry smak. Moi drodzy nic bardziej mylnego, nie wątpcie w jej smak - jest to jedna z najlepszych zup na świecie (w jednej linii z zupą serową i zupą indyjską).
![]() |
| Zupa kukurydziana z kleksem z pesto |
