Generalnie lubię "świeże" przyprawy do moich dań, dotyczy to także ziół. Niektóre zioła są łatwe w uprawie, podczas gdy innym nie wystarczy mokra ziemia i odrobina słońca. Na oknie w moim pokoju (jedyny parapet w domu, gdzie prawie cały dzień świeci słońce) stoi miska z 5 doniczkami z ziołami (takimi kupionymi w supermarkecie) i jedna duża donica, gdzie posadziłyśmy sobie kolendrę oraz, prawie całkowicie zagłuszoną przez sąsiadkę, bazylię. Zioła, które kultywujemy (hahaha takie ładne słowo, choć zupełnie nie wiem, czy słusznie je tu używam - SJP mówi, że dotyczy wybranych roślin, ale jakich tego nie określa) to te z łatwiejszych w uprawie, ale jednocześnie tych, które najczęściej używa się w kuchni, tj.: szałwie, duża bazylia (prawie całkowicie ogołocona do dzisiejszego przepisu), pietruszka, kolendra (też prawie już zużyta) i tymianek (oh matko! jak ja uwielbiam świeży tymianek!). Zawsze powtarzam, że przyzwoitość kuchenna nakazuje jak najczęściej używać świeżej bazylii, bo jej smak jest 3 razy intensywniejszy niż takiej suszonej. Nie to, że jest coś złego w suszonej bazylii, nie... Po prostu taka świeża jest lepsza. Tak samo, jak lepszy jest świeżo zmielony pieprz, ale tego nie będę chyba powtarzać, bo moja dewiza z nagłówka :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazylia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bazylia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 czerwca 2014
wtorek, 3 czerwca 2014
Domowe pesto ziołowe - idealny dodatek do wszystkiego
Są takie rzeczy, które każdy powinien mieć w kuchni: miarka, waga, ostry nóż, tarka, co najmniej jedna patelnia i jeden garnek, trzepaczka, czy deska.
Są takie rzeczy, które każdy powinien mieć w lodówce i domowe pesto ziołowe jest jedną z nich. Pytanie dlaczego nie jest tu odpowiednią strategią, więc nawet nie próbujcie...
Zielone, ziołowe pesto jest rzeczą (potrawą) wspaniałą i można je przechowywać w lodówce nawet 2 tygodnie (choć u nas nie ma szans na dotarcie do limitu... ba! u nas jego obecność w lodówce nie przekracza nawet tygodnia). Pasuje zarówno do makaronu (bardzo tradycyjna włoska potrawa jakbyście nie wiedzieli), jak i do kanapek. Można posmarować nim tosta i polać kawałek mięsa, sprawdza się fantastycznie w zupie kukurydzianej (będzie przepis już niedługo :P zapomniałam o niej i teraz dzięki pesto przypomniało mi się czego jeszcze z pyszności nie było na blogu!), a z pewnością są takie osoby, które i do masła orzechowego by je dodały (Amerykanie wiele różnych kombinacji z masłem orzechowym robią, więc nic już mnie nie zaskoczy :))
![]() |
| Zupa kukurydziana z kleksem z domowego pesto |
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Moje chlebowe przygody - część I: Chleb drożdżowy z pesto
Od niepamiętnych czasów poszukuję przepisu na chleb idealny. Jeśli miałabym być całkiem szczera nie jestem właściwie pewna czym dla mnie jest chleb idealny, więc, tak jak z poszukiwaniem pracy: nieumiejętność sprecyzowania celu utrudnia poszukiwania. Jedno jest pewne: całodniowe oczekiwanie, skomplikowany proces twórczy i nieprzeciętnie duża ilość gotowego produktu zniechęcają mnie!
Miałam kiedyś przepis na całkiem dobry chleb z ziarnami na zakwasie. Nawet czas przygotowania i pieczenia nie był zaporowy. Problemy z tym przepisem były dwa: 1) każdorazowo wychodziły 3 duże bochenki, czego nawet, wtedy 5 osobowa, moja rodzina nie była w stanie zjeść (chleb po 2 dniach robił się twardy i niesmaczny - jak każdy chleb z piekarni); 2) zakwas trzeba było "odświeżać" co, co najmniej, tydzień ("odświeżać" czyt. wymieszać ten przechowywany w lodówce z nową porcją ciasta chlebowego). Jedzenie tego chleb, o dość specyficznym smaku, w takiej ilości w jakiej wymagał tego proces twórczy było ciężkim wyzwaniem i chyba po 4 miesiącach daliśmy sobie spokój, plus byliśmy już nim strasznie znudzeni.
![]() |
| Chleb z "żeliwnego garnka" |
Subskrybuj:
Posty (Atom)


