Wiecie jak to jest, gdy macie na coś bardzo, bardzo, bardzo ochotę i już kiedyś jedliście wyrób gotowy i nie smakował wam, aż tak bardzo, ale jesteście przekonani, że gdyby zrobić to danie samemu na pewno byłoby genialne? Ja mam tak z focaccią z oliwkami. Pierwszy raz próbowałam ją w Hiszpanii, więc stwierdziłam, że nie powinno to determinować tej potrawy jako średnio dobrej. Drugi raz jadłam focaccię w Gliwicach i już było lepiej, ale byłam (i jestem) przekonana, że da się ją zrobić jeszcze lepiej. Przeszukałam różnego rodzaju włoskie książki kucharskie oraz internet w kilku językach i stworzyłam własny przepis, bazując naturalnie na tym co przeczytałam w innych miejscach. Nie bójcie się ciągle jest to włoska focaccia... nie jest to najbardziej skomplikowana rzecz na świecie, więc modyfikacje nie wpływają na jej jakość.