Nie zastanawiało Was kiedyś dlaczego w naszej kulturze tak głęboko zakorzenione jest niejedzenie mięsa w piątek? Znam jakby genezę takiego postępowania, zastanawia mnie jednak dlaczego jest to tak głęboko w nas, dlaczego do tego stopnia jest to ważne, że czujemy się nie do końca "swojo" łamiąc ten przepis (większość osób przynajmniej, bo ja czuję się świetnie łamiąc wszelkie przepisy :-P). Osobiście nie miałabym nic przeciwko spaghetti bolognese lub schabowemu w piątek, no ale nie gotuję tylko dla siebie, więc bezmięsny obiad w piątek it is.
czwartek, 17 lipca 2014
wtorek, 8 lipca 2014
Kolorowe muffinki, czyli co piec gdy na dworze jest gorąco
Ufff... tak gorąco! Wspaniale! Uwielbiam lato i uwielbiam upały. Taka pogoda jaka była te ostatnie kilka dni to moja ulubiona pogoda, do pełni szczęścia brakuje mi tylko morza i plaży. Jednak jak się nie ma co się lubi to się lub co się ma :D Można cały dzień (jak się nie pracuje :P) spędzić w ogródku, a do ogródkowego lenistwa potrzebny jest odpowiedni prowiant. Słodkości nie są może optymalnym pożywieniem, ale whatever!
Muffiny, które dziś Wam zaproponuję chodziły za mną już od dłuższego czasu... od kiedy znalazłam przepis na tort dla M. i w rogu było zdjęcie tych uroczych babeczek. Moje polane są lukrem, bo 30 stopni, pluch chciałam wypróbować fioletowy barwnik, którego moc jest wielka! Sypnęłam szczyptę, a lukier przybrał kolor bardzo ciemno fioletowy...
Muffiny są chyba najprostszym do przygotowania słodkim poczęstunkiem - wystarczy wieszać, i to nie za bardzo, żeby nie były zbite, i gotowe! W tych utrudnieniem drobnym jest kwestia kolorowości - trzeba tak posypkę wymieszać, aby się nie rozpuściła. Poza tym trzask! prask! i gotowe :)
Dziś taki króciutki wstęp, bo śpieszę się jak mogę, aby na mecz zdążyć, a jeszcze truskawki na dole czekają :)
czwartek, 3 lipca 2014
Test na pizzę
Wierzę w uniwersalne przepisy. Ich uniwersalność ma polegać na tym iż bez względu na dodatki będzie smakować dobrze. Taki właśnie powinien być przepis na ciasto na pizzę. Tak wiem, że istnieją przepisy na pizzę chrupiącą, nie cienkim cieście i na taką na puchatym cieście, i w ogóle różne, ale jestem przekonana, że dobrze mieć na podorędziu taki przepis, który wiemy, że zawsze, ale to zawsze wyjdzie. Jakiś czas temu podzieliłam się już moim ZŁOTYM przepisem z prawdziwej włoskiej kuchni... i nie mam wątpliwości, że jest to przepis prawie perfekcyjny! (Pozostawiam sobie margines błędu na odkrycie lepszego) Niemniej jednak nie ustaję w dążeniu, aby raz po raz zadziwić Was i samą siebie, i próbuję, próbuję, próbuję kolejne przepisy... a potem jeśli przejdą test pozytywnie dzielę się nimi z wami :)
Dzisiejsza pizza smakowała mi wielce... ciasto może nie zastąpi mojego ulubionego, ale jest wystarczająco dobre, żebym mogła Wam je polecić, a składniki przybrania pizzy są och! zaskakujące i pyszne... (choć moja mama zastanawiała się dobrych kilka minut "Dlaczego to tak orzechami smakuje?!", nie smakowało jakoś przesadnie tymi orzechami - mówię Wam).
Ach! ale zanim przepis podzielę się jeszcze z Wami prywatą... jesteśmy w trakcie malowania domu i w tym tygodniu był malowany mój pokój... Dziś postanowiłam dokończyć dzieła reorganizacji i zawiesić obrazy :) Próba powiodła się w myśl zasady "chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle", czyli wraz z haczykiem (który w innych domach działa świetnie), przyklejonym na ścianę, po zawieszeniu obrazu odpadł kawałek ściany... akurat, oczywiście, w miejscu połączenia pasków (tak mam pokój pomalowany w paski). Dobrze, że fachowiec wraca jeszcze w poniedziałek....
środa, 2 lipca 2014
Połowa roku - ciasto z okazji święta: cytrynowe makaroniki
Niebezpiecznie zbliżyliśmy się do połowy tego roku 2014. Miał to być rok przełomowy w moim życiu, tak przynajmniej czułam gdy o 00:05 popijałam 2 kieliszek szampana i dojadałam resztki sylwestrowej kolacji. Nigdy nie byłam z tych co obsesyjnie pragną świętować koniec i początek roku. W swoim 25-letnim życiu byłam na kilku imprezach sylwestrowych i żadna nie utrwaliła mi się jakoś niezwykle. Może ta spędzona w Krakowie, gdzie byłam świadkiem epickich rozstań i pączkowania nowych romansów, sama pozostając chłodnym obserwatorem (znałam tylko gospodarza, a bardzo społeczna to ja nie jestem, więc... ekhm). W każdym razie u progu Nowego Roku miałam nadzieję, że znajdę super pracę (w Londynie!!), a reszta jakoś sama się ułoży... Na razie ciągle mieszkam w Polsce i powoli piszę moją książkę, w międzyczasie gotując pyszności dla mojej rodziny, którymi później dzielę się z wami.
Skoro jednak już ustaliłam, że zbliżamy się do połowy roku 2014 postanowiłam ten fakt uczcić (choć kiedy dokładnie połówka wypada nie wiem i raczej nie będę sprawdzać, żeby się nie załamywać). Nie ma lepszego sposobu, by coś uczcić niż upieczenie jakiegoś dobrego ciasta. Wyborów było kilka, do końcowej rozgrywki trafiły waniliowe, kolorowe muffinki z waniliowym kremem, monkey bread i żółte makaroniki. Wszystkich 3 rzeczy nie mogłam na raz upiec, więc zdecydowałam się na żółte makaroniki, głównie dlatego, że już od dawna chciałam ich spróbować (tak, wyjście do cukierni nie wydaje mi się najprostszym rozwiązaniem).
piątek, 27 czerwca 2014
Tort
czwartek, 26 czerwca 2014
Wyborne Śniadania - Pancakes
Zauważyłam, że nie dość, że zaniedbuję na moim blogu mój słodki ząb (czy w języku polskim istnieje w ogóle takie wyrażenie? czy jest to kalka z języka angielskiego?) to jeszcze bardzo poważnie zaniedbuję tak ważny posiłek jakim jest śniadanie! Postanawiam to niniejszym naprawić i, jeśli to tylko możliwe, nadrobić moje zaległości. A wiem, że nie będzie to proste!
Przepis ten towarzyszy mi o tak wielu lat, że nawet nie jestem pewna, kto pierwszy nakarmił mnie Pancake'ami (chyba była to moja kuzynka Karolina :)). Jest to jedno z moich ulubionych śniadań na słodko i na ciepło. Chyba nie ma osoby, która odmówiłaby sobie tych małych słodkawych placuszków, które można, za przykładem Brytyjczyków, smakować również z bekonem, choć, statystycznie, nasz polski naród preferuje je z miodem, cukrem lub dżemem. Częstowałam już nimi wiele osób i wszystkie, jak jeden mąż, rozpływały się w zachwytach nad ich smakiem.
środa, 25 czerwca 2014
Burgery prawdziwie australijskie
W czasie mojego pierwszego pobytu a Hiszpanii, gdy przez rok mieszkałam w Leon tak się zdarzyło, że przez pół mieszkałam z Katriną z Australii. Niesamowita dziewczyna! Zawsze w dobrym humorze, zawsze chętna do pomocy... do końca życia będę pamiętać jak wróciłam z imprezy (ok 5 rano) i Katrina, wróciwszy wcześniej, siedziała u siebie w pokoju (który miała obok łazienki) i jakoś tak zaczęłyśmy rozmawiać: ja ciągle w kurtce, ona w spodniach z pidżamy i staniku. Siedziałyśmy chyba do 8 rano i gadałyśmy :) W każdym razie, pewnego wieczoru Katrina postanowiła zrobić nam kolację i właśnie poczęstowała nam burgerami takimi jak robi jej mama. Jako, że tak Katrina, jak i jej mama, mieszkają w Australii to wmawiam sobie, że właśnie takie burgery są najbardziej typowymi burgerami australijskimi. Nigdy nie poszukiwałam innego przepisu, bo te uwielbiam, ubóstwiam, jestem nimi zachwycona! Nie jest to, broń boże, dietetyczne jedzenie, ale chyba czasem warto sobie pozwolić na taką rozpustę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










