poniedziałek, 2 czerwca 2014

Moje chlebowe przygody - część I: Chleb drożdżowy z pesto

Od niepamiętnych czasów poszukuję przepisu na chleb idealny. Jeśli miałabym być całkiem szczera nie jestem właściwie pewna czym dla mnie jest chleb idealny, więc, tak jak z poszukiwaniem pracy: nieumiejętność sprecyzowania celu utrudnia poszukiwania. Jedno jest pewne: całodniowe oczekiwanie, skomplikowany proces twórczy i nieprzeciętnie duża ilość gotowego produktu zniechęcają mnie!
Miałam kiedyś przepis na całkiem dobry chleb z ziarnami na zakwasie. Nawet czas przygotowania i pieczenia nie był zaporowy. Problemy z tym przepisem były dwa: 1) każdorazowo wychodziły 3 duże bochenki, czego nawet, wtedy  5 osobowa, moja rodzina nie była w stanie zjeść (chleb po 2 dniach robił się twardy i niesmaczny - jak każdy chleb z piekarni); 2) zakwas trzeba było "odświeżać" co, co najmniej, tydzień ("odświeżać" czyt. wymieszać ten przechowywany w lodówce z nową porcją ciasta chlebowego). Jedzenie tego chleb, o dość specyficznym smaku, w takiej ilości w jakiej wymagał tego proces twórczy było ciężkim wyzwaniem i chyba po 4 miesiącach daliśmy sobie spokój, plus byliśmy już nim strasznie znudzeni. 

Chleb z "żeliwnego garnka"

sobota, 31 maja 2014

Wiosna jarzyną stoi

Szparagi są jednym z moich warzyw (choć jest ich wiele, więc samo wyróżnienie nic nie znaczy ;)). Tradycyjnie z piekarnika są najczęstszym gościem na naszym stole, ale odrobina ekstrawagancji warzywnej jeszcze nikomu nie zaszkodziła, więc dziś przedstawiam Ciasto francuskie nadziewane szparagami i cukinią. Wydawałoby się, że jest to w miarę proste danie, a jednak nie wszyscy sobie dobrze radzą z ciastem francuskim. Problem polega na tym, żeby powstały słynne listki  w cieście po jego upieczeniu - sekretem jest wysoka temperatura piekarnika. Trzeba jednak bardzo uważać, żeby w efekcie nie spalić naszego dania :) Pyszne, proste (hahaha...) i bardzo, bardzo sycące!



Sałatkowy sezon grillowy

Maj odznacza się jeszcze jedną ważną rzeczą - początkiem sezonu grillowego. Przy dobrej pogodzie zaczynamy już w weekend majowy, a w wypadku niesprzyjającej aury przy pierwszej nadarzającej się okazji. 
Ja zwierzęciem grillowym nie jestem... Nie to, że nie lubię... Nie... W zasadzie od czasu do czasu lubię, ale nie za często i tylko pod warunkiem, że nie jestem odpowiedzialna za rozpalanie w/w grilla - nie umiem. Pamiętam, że na moje 20-któreś urodziny (jedyny raz kiedy organizowałam większą imprezę dla znajomych) zaplanowałam grilla... Nom... Dobrze, że mój kuzyn przyszedł wcześniej, bo chyba nic byśmy nie jedli :) Dziś w sztuce grillowej jestem bardziej wprawiona, ale samo rozpalanie i smażenie to ciągle nie moja dywizja. 

piątek, 30 maja 2014

Truskawkowe szaleństwo

W maju, w Polsce, najbardziej chyba lubię truskawki. Są one też w czerwcu i czasem nawet na początku lipca, ale te pierwsze, majowe niosą ze sobą nadzieję i obietnicę na dobry, słodki czas przed nami. Dlaczego zaznaczam, że w maju w Polsce? Z prostej przyczyny: w Hiszpanii truskawki można zjeść już pod koniec marca, a na południu utrzymują się one nawet w połowie listopada! Ot ci Hiszpanie fajnie mają!
Tegoroczne truskawki dla mnie nie niosły ze sobą nadziei na lepsze, ale na pewno ich duża ilość (i dość niska cena w poniedziałek: 4 zł za kg) poprawiły mi mój wisielczy nastrój.


Rabarbarowy sezon - część I

Wiosna w pełni, a więc czas na super wyjątkowe owoce i warzywa. Jednym z takich warzyw (tak, warzyw!) jest rabarbar. W Polsce tradycyjnie raczej używamy go w, nazwijmy to tak, domowym przemyśle cukierniczym. Jego kwaskowaty smak sprawia, że nasze słodkości nabierają zupełnie nowego i unikalnego waloru. W tym sezonie rabarbarowym na razie udało mi się wykorzystać go dwa razy i dziś podzielę się jednym z przepisów. 
Dlaczego rabarbar się nam dobrze kojarzy? Ponieważ jest to niewyszukane warzywo, rośnie w wielu ogródkach i nawet, gdy nie było specjalnie dużo pieniędzy w pierwszej połowie lat 90. na płody ogródka zawsze można było liczyć, a jednym z takich płodów był właśnie rabarbar.
Do dziś pamiętam kompoty z rabarbaru (nigdy, w moim odczuciu, nie dość słodkie) i ciasta drożdżowe z kruszonką i rabarbarem: to były chyba dwa najbardziej przebojowe sposoby wykorzystania rabarbaru u mnie w domu.
Tarta z rabarbarem, której przepis zaraz wam przedstawię, powstała dziś rano, gdy odkryłam, że mam jeszcze całkiem sporo łodyg ukrytych w szafce i jak najbardziej gotowych do zjedzenia (ukrytych w szafce, bo w sobotę wykorzystywałam rabarbar pierwszy raz w tym roku, część została i ktoś schował do szuflady, a ja zapomniałam... ot ci skleroza...).

Przepis jest silnie inspirowany przepisem na Tartę z rabarbarem Marty Gessler znalezionym w Wysokich Obcasach.



Mój ulubiony przepis

Każdy z Was ma na pewno jakiś swój ulubiony przepis, taki, który zawsze nam wychodzi, który lubimy powtarzać w nieskończoność, który nigdy nam się nie nudzi.

Ja też taki mam. Nie jest to przepis na najszybszy obiad świata, ale za to smak potrawy rekompensuje wszelkie niedogodności związane z oczekiwaniem. Moja rodzina (a przynajmniej moja siostra) to także wielbiciele tego przepisu, choć poza mną nikt jeszcze nie próbował zamienić go w postać jadalną. Możliwe, że tylko mnie wychodzi on tak smacznie, ale w to wątpię, ponieważ jest to kolejny przepis z tych dziecinnie łatwych i do wykonania przez każdego. Także do dzieła Moi Drodzy Pizzę czas zrobić! 

Przepis bazowy na ciasto pochodzi z książki Mamma Mia! Prawdziwa kuchnia włoska pióra Cristiny Bottari.
Jak widać na pizzy są dwa rodzaje sera: jakiś zwykły żółty i rokpol*, to właśnie tłusty rokpol sprawia, że pizza jest bardziej wyrośnięta po bokach i, hmm, bardziej crispie w środku.

Perfect breakfast is perfect!

Do przygotowania takiego królewskiego śniadania niewiele potrzeba: muesli, jogurt naturalny (ja lubię taki typu greckiego, bo jest gęsty i lekko słonawy), garść truskawek, banan, można wkroić jeszcze jabłko i voila!