czwartek, 2 kwietnia 2015

Wielkanocne must be - faszerowane jajka

W czasie około-wielkanocnym w zeszłym roku, już planowałam istnienie tego bloga i będąc, choć raz, osobą zapobiegliwą już wtedy zrobiłam zdjęcia, by w tym roku móc się z Wami nimi (przepisami) podzielić! Od kilku lat nasz stół wielkanocny nie może się obyć bez faszerowanych jajek, choć raczej powinnam napisać bez faszerowanych skorupek od jajek :) Tradycyjne jaja faszerowane tez kiedyś robiliśmy, ale się znudziły, potrzebna była zmiana repertuaru, więc zaczęliśmy faszerować skorupki. Pyszne są wielce, możecie mi wierzyć!! Pewnie dlatego też po pierwszej próbie zostały z nami na stałe, choć stosujemy dla nich "zasadę dóbr rzadkich", żeby nam się nie znudziły. 
Ja przygotowuję po 1 jajku na osobę, bo na stole wielkanocnym tyle pyszności, że nie ma co się zapychać jednym daniem!!

wtorek, 31 marca 2015

Ciasto jak mech zielone - w oczekiwaniu na Wielkanoc

Nie denerwujcie się, ale dziś znowu mam dla Was coś z granatem... To nie to, że gotuję tylko ostatnio potrawy z granatem... jakoś tak po prostu wyszło :)
Zaczął się Wielki tydzień i nawet Ci, co nie świętują Wielkanocy mają długi weekend na końcu tegoż tygodnia, co oznacza, że należy się właściwie przygotować. Wszyscy wiemy jak ważne jest ciasto w czasie świąt, również wszyscy czujemy, że nie ma co piec w kółko tego samego każdego roku. Dlatego też mam dla Was przepis, który ożywi wasz wielkanocny stół, nie tylko kolorem, ale całym swoim wyglądem i smakiem. Nie, nie potrzeba zielonego barwnika!
Z wyglądu efektowne, w smaku wspaniałe... czego chcieć więcej?? Granatu!! Tak, powoli mija okres na granaty także spieszcie się!!!! 

piątek, 27 lutego 2015

O granacie i mięsie słów kilka

Kupiłam nową Kuchnię. Ci, którzy mnie choć trochę znają (lub czytają tego bloga, really...) patrząc na okładkę od razu domyślą się dlaczego :) Tak. Z powodu granata! Jakież było moje rozczarowanie patrząc do środka w domu (nie ogólne rozczarowanie, bo jest kilka fajnych przepisów, ale granatowe rozczarowanie) - tylko 6 przepisów z czego memo większości jest: posyp pestkami granatu to co ugotowałeś! Oczekiwałam czegoś więcej... 

wtorek, 27 stycznia 2015

Akira Sushi - Tarnowskie Góry

Dziś pora na drugą moją restauracyjną recenzję. Tym razem jest to miejsce bliżej mojego domu rodzinnego - Akira Sushi w Tarnowskich Górach.
Czy znacie to uczucie, gdy chcielibyście spróbować jakiejś potrawy, ale nie wiecie czy będzie Wam smakować, więc nie wiecie czy warto ją zamawiać i wydawać na nią pieniądze, by na końcu wyjść głodnym z restauracji? Ja tak miałam z sushi. Niby wygląda super, niby zdrowe i dietetycznie, ale tak egzotyczne... Kilka lat temu, gdy byłam na tymczasowej, studenckiej emigracji w Hiszpanii, moja mama, podobno, w domu zrobiła sushi... Nie było mi danego go spróbować, a jest to danie na tyle pracochłonne, że nie powtórzyła eksperymentu (chociaż wieść gminna niesie, iż było pyszne). Ja sama nie miałam zapału, no bo co jak będzie niedobre?

czwartek, 22 stycznia 2015

Świąteczna podróż na sto kuchni :P - Tybetańskie pierożki momo

Święta bożego narodzenia są super pod wieloma względami, jednym z nich, tak jak w czasie urodzin, są prezenty. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga kulinarnego duża część moich prezentów jest tematycznie właśnie z nim związana. Tak było w czasie urodzin, tak jest i teraz. Jestem niezmiernie szczęśliwa z tego powodu, gdyż niektórych rzeczy na pewno by sobie sama nie kupiła, a są świetne, jak na przykład stalowe krążki. Pod choinką znalazłam także książkę z przepisami Dominiki Wójciak (jako, że jest moją imienniczką postanowiłam, iż "in due time" ugotuję wszystko z niej). Kilka przepisów już wypróbowałam, niektóre smaczne, inne pyszne, a jeszcze inne zjadliwe, ale "szału ni ma". Chyba nie polubię jej bardziej, niż książki Mamma Mia, ale na pewno na stałe zagości w mojej kuchni. Nie polubię jej bardziej, nie ze względu na samą książkę, bo myślę, że jest super, ale dlatego, że trudno będzie czemukolwiek przebić moją wielką miłość i skrajne uwielbienie do książki Cristiny Bottari. To powiedziawszy przejdźmy do samego przepisu. :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Czekoladowe ciasto z granatem na pochmurną pogodę!

Z nowym rokiem świeżym krokiem :) Długo myślałam jaki przepis dla Was opublikować jako pierwszy w 2015 i zadecydowałam, że będzie to ten, który miał być ostatni w 2014, ale nie zdążyłam. Na ten przepis czekałam całe życie (nie wymyśliłam go sama, ale prawda jest taka, że ja nie mam cierpliwości do próbowania co wyjdzie w pieczeniu - skoro piekę ciasto to chcę je zjeść! Nie mam wykształcenia cukierniczego, a i im nie zawsze wychodzi! Po co mam się męczyć jeśli jest tyle wspaniałych przepisów na słodkości, które mogę sprawdzić? Choć prawdę powiedziawszy nie wszystkie przepisy jakie znajdę zachowują swoje proporcje, ale baza zawsze jest i nie muszę od zera zaczynać :)) To powiedziawszy przejdę do rzeczy ważnych, bo ten przepis... ten przepis jest wspaniały! Jest słodki i wytrawny, i czekoladowy, i owocowy, i w ogóle jest taki, że och! A najważniejsze jest to, że jest to ciasto z owocem granatu, a owoc granatu jest najważniejszym owocem w mojej kuchni! Uwielbiam granat! Jego kwaśny smak i małe pesteczki, jego łatwość obierania i to, że jest, podobno, dietetyczny! Jak ze wszystkim sezonowym, z jednej strony bardzo mi przykro, że trudnością byłoby upieczenie tego ciasta w środku lata, ale z drugiej dzięki temu działa zasada "dóbr rzadkich" i jak już mam granat to moje szczęście jest przeogromne!!!!!


piątek, 12 grudnia 2014

PIERNIKI

Kochani najbliższy weekend to ostatni dzwonek, żeby upiec domowe pierniczki!!!! Nie ociągać się!!! Piec!!! Ja upiekłam moje wczoraj i jeszcze nie zdążyłam ozdobić, ale przepis już podaję, aby rano na zakupach dorzucić do koszyka to czego Wam brakuje!!!!! Ten przepis jest na raczej chrupiące pierniki, żeby Was czasem to nie zaskoczyło :) Przepis stary jak świat z Kuchni Polskiej (modyfikowany).

P.S. Czy ktoś w ogóle je pierniki w czasie Świąt? Chyba nie, przed i po, tak się je pierniki!!!



Będą Wam potrzebne:

  • foremki do pierników
  • papier do pieczenia
  • płaska blacha
  • 1,25 kg mąki
  • 400 g cukru
  • 250 g miodu
  • 100 g tłuszczu (ja użyłam margaryny)
  • 2 jajka
  • karmel (20 g cukru, 125 ml wody)
  • 15 g sody oczyszczonej
  • 1 paczka przypraw do piernika
  • po 1/2 łyżeczki imbiru, gałki muszkatołowej, goździków, cynamonu (w proszku)
  • 1 jajko + trochę śmietany do pozmarowania

  1. Robimy karmel: 20 g cukru trzeba zrumienić na patelni (mocno), wlać wodę i zagotować.
  2. Tłuszcz stopić.
  3. Cukier (400 g) wsypać do garnka i zalać gorącym karmelem (który jest dość rzadki). Gdy cukier się rozpuści dodajemy miód i przyprawy, a następnie zagotowujemy i studzimy (na tyle by móc bez problemu dotykać masy ręką, raczej chłodna ma być).
  4. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sodę, tłuszcz, jajka i masę cukrowo-miodową. Wyrabiamy na gładkie ciasto. Jeśli nasze ciasto jest za rzadkie dodajemy trochę mąki, jeśli zbyt gęste to trochę wody (ja nie dodawałam niczego). Ciasto odstawić na 30 minut.
  5. Na płaskim blacie (ja mam, jak widać na zdjęciu, taką silikonową stolnicę) oprószonym mąką rozwałkowujemy jedną część ciasta (jakaś 1/6) i wykrawamy pierniczki. Skrawki wrabiamy w następną część ciasta i znowu rozwałkowujemy i wykrawamy. Czynności powtarzamy, aż nam się skończy ciasto. Wykrojone pierniczki układamy na blaszce przykrytej papierem, smarujemy je jajkiem wymieszanym ze śmietaną. Pieczeni ok 10 min w piekarniku nagrzanym do 180 st. Najwygodniej zapełnioną blachę od razu włożyć do piekarnika, a upieczone pierniczki można przełożyć na kratę i zrecyklingować  formę z papierem :) Duża oszczędność czasu, gdy wykrawanie i pieczenie odbywa się jednocześnie!

Smacznego!!!